sobota, 06 kwietnia 2013
Jeżycjada

Dziś, zamiast recenzji, kilka słów o cyklu, który niedawno właśnie powędrował, ułożony w schludne stosiki i związany sznurkiem – pod śmietnik.

Dziewczątkiem będąc zaczytywałam się w sławnej serii książek Małgorzaty Musierowicz. Losy Poznańskiej rodziny Borejków, wraz z przyległościami, porywały mnie przez lata. Trzeba oddać autorce – ma niezwykle przystępny styl. Równoważy wartkość akcji krwistymi bohaterami.

W którymś momencie jednak, pewnie wtedy, gdy zaczęłam się budzić do życia jako świadoma jednostka, spojrzałam na Jeżycjadę w zupełnie inny sposób.

Zobaczyłam w niej propagandę stylu życia, który absolutnie mi nie odpowiadał. Kobiety w książkach M. Musierowicz są silne i zaradne (Mila, Gaba, Ida, Róża), mężczyźni to albo delikatni intelektualiści (ideał ideałów i wzór wzorów – Ignacy), albo dranie (Pyziak na przykład). Dzieci należy mieć na pęczki, wyżywić je mogą zaradne kobiety, które z poświęceniem prowadzą, biedny, acz otwarty dom, w którym mężczyźni toczą akademickie dysputy i chodzą w rozczłapanych kapciach. Jasne, to uogólnienie, w końcu cykl składa się z wielu książek, niemniej jednak najistotniejsi bohaterowie są nieżyciowi, a role poszczególnych członków rodziny jasno i konserwatywnie zdefiniowane. Do tego wszyscy są dobrzy i prawi, uświadomieni etycznie i rozwinięci intelektualnie od kołyski. Zakochują się na amen w wieku nastoletnim, miłością najczęściej szczęśliwą i zakończoną na ślubnym kobiercu. Całość podsypana jest całkowitym lekceważeniem dóbr doczesnych, traktowanych jako rzecz zbędna, a może nawet i szkodliwa.

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko podtrzymywaniu domowego ogniska. Ba! Uwielbiam dbać o mój dom, robić za dobrego ducha i czuwać nad najbliższymi. Niemniej jednak nie traktuję tego jako celu samego w sobie. I to celu nadrzędnego. Kobiety Borejków piorą, gotują, prasują, wychowują dzieci, pracują zawodowo, a bywa, że i dodatkowo, do tego dbają, dogadzają, rodzą i kochają. Fajnie. Powinny jeszcze umierać młodo z przepracowania…

 

Straciłam już sentyment, pozbyłam się książek.

2,5/10



piątek, 05 kwietnia 2013
Jak to robią twardzielki

Książeczka Marioli Zaczyńskiej, całkiem znośna, choć niekoniecznie dzieło.

Miły dla oka kawałek opowiastki.

Trzy przyjaciółki dziennikarka, policjantka i naukowiec. Każda na jakimś rozdrożu, jak to trzydziestolatki, które jeszcze nie do końca wiedzą jak ma wyglądać ich (już od jakiegoś czasu) dorosłe życie. W tle psy, pająki, konie, aligator, karaluchy, dramat rodzinny, kłamstwa i obrażona duma własna. Do tego Harleyowcy, psie wystawy, rządna sensacji oldreporterka, rajd Szampania, męska agencja towarzyska, dwa śluby, aukcja panów.

Czyta się bez przeszkód. Akcja spójna, sensowna, bohaterki lekko schematyczne, ale w gruncie rzeczy do zniesienia. Cały czas wie się, że to tylko opowiastka, książeczka, ale nie kłuje przesadnie.

Zarzut mam jeden – trochę za wiele wątków, jakby przesadnym ubarwianiem fabuły autorka chciała uniknąć głębszego „wniknięcia” w bohaterki.

 

4/10

Łowcy Głów

Dla mnie to najlepsza książka tego autora, a przeczytałam wszystko, co popełnił.

Wyjątkowo – nie klasyczny kryminał w wydaniu Jo Nesbo, a połączenie wielu gatunków.

Roger Brown jest najlepszym head hunterem w Norwegii, a przy okazji – kurduplem z wielkim kompleksem na tle mizernego wzrostu. Geniusz w swoim fachu jest jednocześnie człowiekiem niezwykle wyrafinowanym i zachłannym – ma potrzebę życia na bardzo wysokim poziomie i sprawowania pełnej kontroli nad otaczającym go (i w dużej mierze przez niego kształtowanym) światem.

Dlatego kradnie. W białych rękawiczkach zdobywa informacje o stanie posiadania osób z którymi prowadzi wywiady i… kradnie dzieła sztuki. Ale jak wszystko w jego życiu – kradzieże również są bardzo wyrafinowane.

Doskonale nakreślony bohater. Spójny, wyrazisty, przekonujący.

Jego życie jest całkiem w porządku do momentu, gdy na jego drodze staje Clas Greve, a sam Brown postanawia zrobić ostatni, ustawiający go w życiu skok. I tu zaczynają się schody. Kto kogo wodzi za nos? Kto z kim gra i jakie są zasady tej gry?

Początkowo dość trywialna opowieść, ale wiadomo – u Nesbo nie ma banałów, tylko wstęp do akcji. A moment i kierunek w którym rozwija się akcja – zaskakuje.

Zdecydowanie warto przeczytać, choćby po to, by wyrwać się ze schematów klasycznych skandynawskich kryminałów.



8/10

22:25, rzana.baba , Jo Nesbo
Link Komentarze (20) »
Trafny wybór

J.K. Rowling znałam oczywiście z serii o Harrym Potterze. Trochę zbyt przerażającej dla dzieci, odrobinę zbyt naiwnej dla dorosłych. Tym razem J.K. popełniła książkę bez mugoli i ani jednego zaklęcia.

Pagford to niewielkie miasteczko, które żyje sobie swoimi sprawami przesłaniającymi jakikolwiek szerszy obraz. Dla wielu jego mieszkańców Pagford i jego rada to cały świat.

Pozorny spokój prowincjonalnej dziury burzy śmierć Barrego Fairbrothera – członka rady. W tym momencie rozpętuje się wojna podjazdowa o wakat. Plotki, pomówienia, kłamstwa. Biedni kontra bogaci, konserwatyści kontra liberałowie. A wszystko to przez Fields – osiedle dla ubogich. Zgon jednego człowieka wywołuje reakcję łańcuchową.

Śmierć już na pierwszych stronach książki wali po głowie. Później człowiek spodziewa się co najmniej Hitchcocka, a tu dupa. Mamy powieść, w miejsce kryminału. I dobrze, bo to powieść wciągająca, a nie banalne zabili go i uciekł.

Polityka małego kalibru jest środkiem, do celu, który obrała sobie pisarka – obnażenia słabostek, głupoty, zepsucia i lęków mieszkańców miasteczka. Dziwna młodzież z jej problemami, rodzice żyjący obok swoich dzieci, platoniczne miłości, fałszywe przyjaźnie, rasizm, ukryte motywy.

Pagford psuje się na naszych oczach– wychodzi jego drobnomieszczańskie kołtuństwo i hipokryzja.

Książka jest fascynująca, postaci misternie skonstruowane, przekonujące. Dla mnie bomba. Niby żadna nowość, niby wszyscy o wiemy, ale Rowling opisuje to, czego wielu z nas nie umie nazwać, a jedynie intuicyjnie wyczuwa. Pagford jest uniwersalną metaforą społeczeństwa i to nie tylko brytyjskiego.

Żałuję, ze już przeczytałam. Chciałabym móc jeszcze raz zacząć, nie wiedząc, co mnie czeka.

8/10

niedziela, 02 października 2011
W północ się odzieję

Taki powrót do korzeni sobie zrobiłam, a co!

Tiffany Obolała (vel Akwila Dokuczliwa – wszystko zależy od tłumacza) nie da się ukryć, że jest czarownicą. Wprawdzie nie taką jaką sobie wyobrażają nastolatki, bo jej zajęcia są strasznie przyziemne, mało uduchowione i właściwie bez srebrnej biżuterii z pentagramami, ale… są kwintesencją czarownictwa. Praca u podstaw - rzec by można. W całym jej śmierdząco upierdliwym wydaniu. Mało magii w magii po prostu. Za to dużo przenikliwego patrzenia i 2 i 3, a czasem i 4tych myśli.

A teraz w ludziach budzi się nienawiść do czarownic… co z tym zrobić?

Pratchett jest mistrzem!!! Widać, że chce przekazać wszystko, co ma do powiedzenia w pigułce i trudno się temu dziwić (Alzheimer). Książka wskazuje nam to, co naprawdę ważne, pokazuje jak łatwo o tym zapomnieć i że trzeba o to walczyć. Głównie ze sobą. W zamaskowany sposób jest edukacyjna. Ale to nie przeszkadza, zupełnie jak witaminy w śmiejżelkach. Tiffany wie czym jest poczucie obowiązku i zdrowy rozsądek, wie, że są rzeczy które po prostu muszą być zrobione, bez zadęcia i oklasków. I że to właśnie one są najważniejsze.

Warto przeczytać samemu, dać dzieciom, choć niezbyt małym. Warto też nad tym pomyśleć. Choć pewnie nie wszyscy przyjmą do wiadomości, że od splendoru ważniejsze są obowiązki.



9/10

niedziela, 30 stycznia 2011
"Zemsta kobiety w średnim wieku"

Rose jest szczęśliwa. Ma wspaniałą rodzinę, dobrą przyjaciółkę, kocha swoją pracę. Jest dobrze i oby ten stan trwał!

Ale nic nie jest wieczne, zwłaszcza miłość. Rose traci na raz - przyjaciółkę, męża i pracę. Dzieci? Cóż, są dorosłe. Mąż? Cóż zakochał się w Minty - przyjaciółce i asystentce żony. Jak przykro.

Rose przeżywa koszmar. Plącze się po pustym domu, w którym, z każdej dziury wygląda do niej szczęśliwa przeszłość. Każdy drogiazg przywołuje wspomnienia, a każde z nich jest jak nóż prosto w serce. Są momenty, gdy jest gotowa zrobić wszystko, by Nathan wrócił. Nawet błagać...

Niezwykłe studium uczuć kobiety porzuconej, zrozpaczonej, samotnej i nieszczęśliwej. Bez moralizatorstwa, którym można zburzyć cały nastrój. Subtelna gra na emocjach czytelnika.

Na szczęście Rose jest silna. Dużo twardsza, niż sama siebie o to podejrzewała. Przy pomocy przyjaciółek, ale przede wszystkim, dzięki sobie - staje na nogach. Znajduje sens i siłę.

Książka pokazuje, że można - odnaleźć siebie w nowej rzeczywistości, nie być żałosną, godną politowania pijawką, marzącą o zemście. Kobieta z klasą rozstaje się z klasą, choćby bolało, choćby różne myśli przychodziły do głowy.

Książka dziwna. Czasem mnie nudziła, czasem śmieszyła, ale momentami wciągała w świat Rose.

2/10

Trylogia "Nad rozlewiskiem"

Nie dałam rady.

Starałam się, byłam zmotywowana, teoretycznie lubię książki, które rozleniwiają. Ale nie takie, które prostują zwoje mózgowe!

"Małokreatywna" Małgosia 40+ traci pracę w agencji reklamowej. Jak to zazwyczaj bywa - ma problem ze znalezieniem nowej, co nie wpływa dobrze na jej poczucie własnej wartości. Chcąc wyrwać się z marazmu, beznadziei, która ją ogarnia, postanawia nawiązać kontakty z matką, której nie widziała od dzieciństwa. Jedzie na mazury, w inny świat, rzucajac się głową na przód. Wszak może ja spotkać kolejne rozczarowanie...

A mogło być tak pięknie - historia ma potencjał, oprawę, możliwości... Wyszła nuda. Dużo lepsze niż melatonina:(


0/10

"Jedź, módl się i kochaj"

Książka kupiona "pod wpływem" ochów i achów w mediach. Nigdy nie popełniajcie tego błędu!

E.G ma wszystko, a mimo to nie czuje się szczęśliwa. Szczęścia musi szukać daleko, drogo i z zadęciem. Biedna- bogata dziewczynka, która ma wszystko na wyciągnięcie ręki, ale nie umie sięgnąć. Wyczerpał ją rozwód, czuje się pusta, nieszczęśliwa, ech, no po prostu należy załamać rączki i współczuć. Fakt, autorka i bohaterka na raz - są puste, banalne, próżne i ... głupie. Tak strasznie głupie, że aż wstyd.

Irytują mnie tacy ludzie. Ich podejście do swiata, monotematyczny zachwyt nad tym co się widzi tylko jednym okiem, rozbuchana potrzeba wyjątkowości i nadania sobie sensu, ponad to kim się jest. Mali ludzie muszą się nadąć, zeby poczuć się wielkimi.

Omijajcie książkę szerokim łukiem. Ogólnie - rzyg.

0/10

"Wiedźma.com.pl"

Miałam fatalny humor i wszystko w nosie. A później zaczęłam czytać "Wiedźma.com.pl":).

Nie, to nie jest arcydzieło. Ale po ciężkim dniu, kiedy wszyscy włazili Ci na głowę, czegoś chcieli, coś musiałś na teraz-zaraz, a w końcu chcesz tylko zamknąć się w łazience i udawać, że umarłaś - łap Wiedźmę! Książka również dla maniaków internetowych, którzy zrozumieją jakim bólem jest brak dostępu do sieci...

Reszka - samotna matka, netoholiczka dostaje spadek. I ducha. I odkrywa w sobie dar. Ma dobre skojarzenia, lektury i przeszłość kinomańską. Posługuje się "właściwymi" skrótami myślowymi i ma "jaja". Do tego ogromny dystans do siebie, na który stać niewielu. Do tego kocha syna, ale w sposób tak nieinwazyjny, ze nawet mnie rozczula:) Wszystko jest nietuzinkowe, zwariowane, uśmiechnięte, wesołe. To po prostu dobra książka.

Po lekturze pozostaje "coś". Potrzeba przemyślenia. Niby lekko, łatwo i przyjemie, a jednak... Zaczyna się bardziej lubić siebie -siebie w oczach autorki. Tacy jesteśmy fajniejsi.

7/10

"Klara"

Zacierałam łapki na tę książkę. I własciwie - na raz - miałam rację i zupełnie się pomyliłam.

Przyzwyczajona jestem do prozy. Nie poezji w prozie, Pulp Fiction w prozie, misz maszu w prozie, schizofrenii w prozie. Ale ta książka jest swietna. Inna. Zupełnie.

Jeśli sądizsz, że przeczytasz historię kobiety, która wstaje rano, przeżywa dziń i kładzie się spać, to jesteś w błędzie. Przeczytasz urywki ze strumienia nie i świadomości. Zabawę i walkę z językiem, logiką, sobą, ludźmi, emocjami.

Książka na jeden łyk, na chałst, którym można się zaksztusić i pozostać przez chwilę w stanie śpiączki.Albo, którą można się wyrzygać.

Prawda i tylko prawda. Pastisz, ale prawda. Przejmująca historia - nie historia.

Każda kobieta powinna przeczytać, boję się, że mężczyznom nie bedzie się chciało nad nią pomyśleć. Bo wbrew pozorom, to ksiażka wymagajaca. Od pierwszych stron napada chaos, a później napięcie tylko rośnie. Całość dość przejmująca.

Nie wiem, o co chodzi z tymi wulgaryzmami? Są. Ale w życiu też są. Śmieszą mnie opinie, że ach i och i ja pierdziu, ekhem, ekhem, my wszyscy tacy święci, a tu "kurwa" ktoś pisze i jeszcze wykrzyknik stawia. I stawia i pisze i mówi i wcale nie stoi pod budką z piwem, być może z braku budki.

Nie bądźmy hipokrytami z błekitną krwią, którą będziemy kropić po wsiech, żeby udowodnić, że tam jest. Real world.

 

7,5/10

20:05, rzana.baba , Iza Kuna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2